Rozdział
1
Wtajemniczeni
Podążając chłodnym korytarzem,
wsłuchiwał się w miarowy odgłos swych kroków, rozmyślając o tym, co będzie
tematem dzisiejszego spotkania Rady. Diego nie cierpiał tych długich,
nieprzyjemnych miejsc. Za każdym razem odnosił wrażenie, że nie mają końca.
Przygnębiały go, a jednocześnie w jakimś stopniu śmieszyły. Momentami wydawało
mu się to zbyt przerysowane. Ta cała otoczka grozy, jaką tworzyli, według niego
nie była potrzebna. Ale nie miał przecież nic do gadania. W tej kwestii, to nie
on podejmował decyzje. Był jedynie członkiem Rady.
Gdy podszedł do wielkich, dębowych
drzwi, pchnął je i wszedł do ogromnego pomieszczenia. Ściany pomalowane były na
biało, a sufit znajdował się bardzo wysoko. Sprawiało to wrażenie, że jest
jeszcze większe, niż w rzeczywistości. Na środku pokoju stał podłużny stół, a
przy nim jedynie czarne, skórzane fotele. Nic więcej. Od razu zorientował się,
że obecni są już wszyscy. Ananiasz podniósł się z fotela i przywitał go z
lekkim uśmiechem. Był dość wysokim mężczyzną. Szczupły o dość przeciętnej
budowie ciała, który jak na swój podeszły wiek prezentował się całkiem dobrze.
Szczery uśmiech nadawał jego twarzy łagodnego wyrazu. Miał siedemdziesiąt lat,
lecz jego witalność sprawiała, że nie czuło się tego. Życie doświadczało go
wielokrotnie, jednakże wyciągał z tego same korzystne lekcje.
Rada Wtajemniczonych składała się z
dwudziestu jeden członków, w tym czterech kobiet. Najważniejszy z nich był
właśnie Ananiasz, jako potomek Jegora, założyciela Rady,
który setki lat temu, pozbierał wszystkich podobnych im odszczepieńców i wskazał drogę, którą zdążali do dzisiejszego dnia. Byli inni, wyjątkowi, a on pomógł im się w tym odnaleźć. Uświadomił, iż mogą więcej niż przeciętni ludzie. Pokazał, że zdolności, które posiadają, nie czynią ich ułomnymi i nie są karą ani przekleństwem. Wytłumaczył, że obdarzono ich darem, który uczynił ich ponadprzeciętnymi, jedynymi w swoim rodzaju. Jegor był ich protoplastą, to on ustanowił Radę, ukierunkował każdego z nich. Setki lat temu.
który setki lat temu, pozbierał wszystkich podobnych im odszczepieńców i wskazał drogę, którą zdążali do dzisiejszego dnia. Byli inni, wyjątkowi, a on pomógł im się w tym odnaleźć. Uświadomił, iż mogą więcej niż przeciętni ludzie. Pokazał, że zdolności, które posiadają, nie czynią ich ułomnymi i nie są karą ani przekleństwem. Wytłumaczył, że obdarzono ich darem, który uczynił ich ponadprzeciętnymi, jedynymi w swoim rodzaju. Jegor był ich protoplastą, to on ustanowił Radę, ukierunkował każdego z nich. Setki lat temu.
Spotkania Wtajemniczonych były
sporadyczne i przeważnie obecnych było tylko kilku członków. Rada w komplecie
zbierała się jedynie w wyjątkowych sytuacjach. Diego miał jedynie niejasne
przypuszczenia, co do tematu tego spotkania. Jednak nie pomylił się.
– Goran znów zaatakował – usłyszeli
Fabrizia. – Tym razem w Rosji.
– Zabił kilkoro ludzi. Jednym z nich
był nasz człowiek – dodał Pablo i spojrzał w stronę Ananiasza.
– Tym razem nie możemy tego zignorować.
Czy ktoś się już tym zajął? – zapytał Ananiasz, a mężczyzna siedzący po jego
prawej stronie przytaknął.
– Moi ludzie posprzątali już po nim. Z
lokalnymi władzami nie było oczywiście żadnych problemów – powiedział Giuseppe,
spoglądając na niego znacząco. – Jak zawsze.
Giuseppe był jednym z ludzi
odpowiedzialnych szczegóły. Po zebraniach Rady zazwyczaj to właśnie on
organizował wszystkie techniczne sprawy. Niski, przysadzisty Włoch mieszkał na
stałe w Stanach, gdyż stamtąd najłatwiej było mu wszystko kontrolować. W
głównej mierze pomagał mu Pablo, który ze względu na wygodę zajmował się ich
sprawami w Europie. Tu też mieszkał wraz z rodziną.
– Nie rozumiem jak to się mogło
wydostać do tego stopnia spod kontroli? – zdenerwował się Fabrizio, a później
spojrzał oskarżycielskim wzrokiem w stronę Diego. – To twoja wina –
wypowiedział oskarżycielskim tonem.
– O czym ty mówisz? – zapytał Ananiasz,
któremu nie spodobały się słowa mężczyzny.
Wiedział jednak, że Fabrizio od zawsze
czuł do Diego jakąś niezrozumiałą wrogość. Był młody, gniewny i przeciwny
metodom Diego, którego doświadczyły lata praktyki. Jeżeli ich działania można
było w ogóle nazwać praktyką.
– To on go wszystkiego nauczył. Dzięki
niemu jest teraz tak bardzo niebezpieczny – wysyczał mężczyzna, patrząc w jego
stronę z wrogością.
– Jest bardziej niebezpieczny niż
przypuszczasz – powiedział Diego, który do tej pory milczał. Na jego obliczu
było wiele spokoju. Mówił w skupieniu, bez zbędnego pośpiechu, ważąc każde
słowo.
– I mówisz o tym tak spokojnie? –
zapytała Eleonora.
Diego doskonale wiedział, że dziewczyna
we wszystkim poprze Fabrizia, którego skrycie darzyła uczuciem. Przystojny
brunet zawrócił w głowie niepozornej dziewczynie i chyba, jako jedyny nie miał
pojęcia o tym, że już od dość dawna skrycie się w nim podkochiwała. Byli
najmłodszymi członkami Rady i był to jeden z głównych powodów tego, że trzymali
się razem. Z jej strony było jeszcze uczucie, jednakże Fabrizia przepełniały w
głównej mierze niezdrowe ambicje, a widząc oddanie dziewczyny, czerpał z niego
korzyści.
– Jeżeli to miałoby sprawić ci
przyjemność, to powiem to niespokojniej – stwierdził Diego, uśmiechając się
nieznacznie.
Pomimo wszystko lubił dziewczynę gdyż
wiedział, że chłopak jedynie ją wykorzystuje, a ona zaślepiona była uczuciem,
które ukrywała, będąc skuteczną jedynie w stosunku dla samego zainteresowanego.
Być może Fabrizio spojrzałby na nią inaczej gdyby była oszałamiającą
pięknością. Jednak Eleonora była dość niska, przy czym sylwetkę miała krępą,
choć nie można było powiedzieć, że była gruba, albo choćby otyła. Jednakże
budowa jej ciała była bezkształtna. Brak tali sprawiał, że jej figura wyglądała
jakby była ociosana. Buzię miała sympatyczną. Duże brązowe oczy i zadarty nos,
na którym widniały śladowe piegi. Włosy miała czarne oraz długie. Były jednym z
niewielu atutów dwudziestopięcioletniej Włoszki.
– Dość tego! – przerwał Ananiasz. –
Fabrizio, myślę, że za daleko się posunąłeś, zrzucając winę na kogokolwiek z
nas.
– Ale Diego… – zaczął chłopak, lecz
nie dane było mu skończyć.
Ananiasz nie tolerował wzajemnych
oskarżeń, szczególnie, gdy wysnuwał je niedoświadczony i narwany Fabrizio,
który był od nich o wiele młodszy i do Rady dostał się dopiero niedawno.
– Diego opiekował się Goranem z mojego
polecenia. A to, że postanowił chłopak złamać zasady, nie jest niczyją winą.
Nikt nie przypuszczał, że sprawy przybiorą taki obrót. Zamiast rzucać
oskarżenia, pomyślmy lepiej jak pozbyć się problemu.
– Nie ulega wątpliwości, że on musi
zostać jak najszybciej wyeliminowany – powiedziała Noemi, która miała swe
osobiste powody, aby pragnąć unicestwienia chłopaka.
Jakiś czas temu uwiódł on jej wnuczkę,
która uciekła wraz z nim i niestety przypłaciła to życiem. Okoliczności tej
śmierci pozostały do tej pory tajemnicą.
– Przekroczył pewne granice. Gdyby po
prostu odszedł, nie byłoby problemu – ciągnął Luciano. – Jednak on nie
kontroluje już swego zachowania, a to może być dla nas zgubne.
– Nie ma innego wyjścia? – zapytał
Ananiasz, chcąc poznać zdanie członków Rady oraz ich argumenty. Wyeliminowanie
Wtajemniczonego bywało czasami dość kłopotliwe, w tym przypadku właśnie tak
było.
– Dobrze wiesz, że on nas za bardzo
naraża. Doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, co stałoby się, gdyby nasza
tajemnica ujrzała światło dzienne – powiedział ze złością Fabrizio.
– Obawiam się, że jest coś jeszcze –
usłyszeli melodyjny, kobiecy głos.
– Słucham Eleno – Ananiasz uśmiechnął
się do siedzącej naprzeciwko niego szczupłej, krótko obciętej niebieskookiej
blondynki.
Od zawsze miał w stosunku do niej jakiś
sentyment. Piękna kobieta sprawiała wrażenie jakby potrafiła oszukać czas.
Miała w sobie zarówno dojrzałość jak i witalność. Gdyby nie miała dorosłej
córki i syna można by spokojnie dać jej góra trzydzieści lat. Jednak miała ich
o wiele więcej. Nikt jednak nie wiedział ile dokładnie. Pojawiła się w Radzie
niespodziewanie i pozostali członkowie tak naprawdę niczego o niej nie
wiedzieli. Podejrzewali, że łączyło ją z Ananiaszem coś więcej niż przyjaźń,
jednak nikt nigdy nie poruszył tego tematu. Jeżeli coś było między tą dwójką,
to pozostawało to jedynie ich tajemnicą.
– Myślę, że mogą zbuntować się również
inni – powiedziała. – Sami wiecie, że wielu odsunęło się od nas. Próbują żyć
normalnie, ale nie wiem czy możemy im na to pozwolić – dodała sugestywnie. –
Poczynania Gorana mogą sprawić, że inni pójdą za jego przykładem. On przecież
nie odszedł, on próbuje nas zniszczyć. Jego występki nie są unikami. To ataki
na naszych ludzi.
– To akurat jest śmieszne, nigdy mu się
nie uda nas zniszczyć Eleno – usłyszeli Fabrizia.
– Oczywiście, że mu się nie uda. Jednak
notoryczne sprzątanie po nim brudów zaczyna być kłopotliwe. Ataki na naszych
ludzi też przestały już śmieszyć – wtrącił wyprowadzony z równowagi Giuseppe,
którego powoli zaczynały już drażnić wypowiedzi chłopaka.
– A ty Diego, co o tym myślisz? –
zapytał Ananiasz i spojrzał w stronę siedzącego naprzeciw niego mężczyznę.
Zawsze bardzo liczył się z jego
zdaniem. Byli najstarszymi członkami Rady. Od wielu lat kontrolowali wszystkie
wydarzenia, jakie dotyczyły Wtajemniczonych.
– Myślę, że Elena może mieć rację.
Powinniśmy być przygotowani na to, że zbuntuje się ktoś jeszcze. Ci, co
odsunęli się w cień nie stwarzają w tym momencie problemu, ale niewykluczone,
że Goran postara się ich zjednoczyć. A do tego nie możemy dopuścić – powiedział
po chwili milczenia.
– Więc postanowione – zadecydował
Ananiasz. – Goran musi zostać jak najszybciej wyeliminowany.
– Zajmę się tym – powiedział
pośpiesznie Fabrizio, który tylko czekał na taką decyzję.
– Nie – zaprotestował Ananiasz, a
następnie zwrócił się do Diego. – Chciałbym żebyś ty się tym zajął. Znasz go lepiej niż każdy z nas. Goran
zaskoczył wszystkich. Nikt nie spodziewał się, że będzie tak silny, a jedynie
ty byłeś z nim wystarczająco blisko.
– Dobrze – przytaknął krótko Diego.
– W takim razie postanowione. Dziękuję
wam za przybycie – powiedział Ananiasz.
Zanim wszyscy wyszli, poprosił Diego,
aby jeszcze chwilę został. Z wyrazu jego twarzy jak zawsze nie można było
niczego wyczytać. Diego zastanawiał się, o co mogło mu chodzić. Bo przecież
gdyby sprawa dotyczyła jedynie Gorana, to nie chciałby z nim rozmawiać na
osobności.
– Potrzebujesz mojej pomocy? – zapytał
Ananiasz.
– Poradzę sobie. Franco mi pomoże.
– Jesteś pewien, że chcesz w to wciągać
swojego syna? – zapytał, a Diego miał ochotę odpowiedzieć mu, że jego syn już
od dawna jest w to wszystko wciągnięty. Jednak podejrzewał, że Ananiaszowi
chodzi o coś jeszcze.
– Nie martw się tym Ananiaszu. Zrobię
wszystko, co w mojej mocy, żeby wyeliminować Gorana zanim narobi jeszcze
większych szkód.
– Dobrze – usłyszał.
– Czy jest coś jeszcze, o czym
chciałbyś ze mną porozmawiać? – zapytał, widząc, że mężczyzna uważnie mu się
przygląda, tak jakby miał do niego jeszcze jakąś sprawę, ale nie wiedział, od
czego zacząć.
– Właściwie tak – powiedział Ananiasz.
– Chciałbym wiedzieć, jak się miewa twoja wnuczka.
– Doskonale – odpowiedział krótko
Diego. Tego tematu nie chciał poruszać z żadnym Wtajemniczonym.
– Czy nie zauważyłeś u niej niczego niepokojącego?
– usłyszał i westchnął. Widział już, że mężczyzna nie odpuści.
– Nie, Ananiaszu. Moja wnuczka jest
zwykłą dziewczyną i prowadzi normalne życie. Nie jest jedną z nas i nigdy nią
nie zostanie. Jeżeli zaobserwuję u niej coś niepokojącego, powiadomię cię o
tym. Możesz być tego pewien – powiedział stanowczo, a Ananiasz roześmiał się.
– Będzie tak, jak mówisz – odparł ze
śmiechem.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego,
że Diego tak nieprzejednany mógł być jedynie w chwili, gdy sprawa dotyczyła jego
rodziny.
– Rain jest tylko małym ziarenkiem, a
ja dopilnuję, żeby nigdy nie została Wtajemniczoną – powiedział zdecydowanie.
– W takim razie będziemy w kontakcie –
powiedział Ananiasz. – Informuj mnie, proszę, na bieżąco w sprawie Gorana.
– Oczywiście – powiedział Diego i
ruszył w stronę drzwi.
Gdy tylko opuścił budynek, odetchnął
głęboko świeżym powietrzem. Nie lubił tych spotkań, lecz niestety były
konieczne. Wszedł na schody i uniósł głowę do góry, co sprawiło, iż zalały go
promienie słoneczne, na co uśmiechnął się i westchnął. Tu, w Rzymie, słońce
świeciło inaczej, a może był to jedynie sentyment z dawnych lat.
– Małe ziarenko – szepnął i zaczął
schodzić na dół, gdzie czekała już na niego limuzyna.
W tamtym momencie nawet nie pomyślał o tym,
że czasem małe ziarenko może spowodować lawinę, która będzie w stanie narobić
przeogromnych zniszczeń.
Gdy Diego dotarł na lotnisko, samolot
był już przygotowany. Nie było pośpiechu, ale chciał jak najszybciej dotrzeć do
domu. Spotkanie nieco go zaniepokoiło. Oczywiście sprawa Gorana nie była
głównym tego powodem. Chłopak był niebezpieczny, bardziej niż im wszystkim się
wydawało. Jednak Diego zdawał sobie sprawę z tego, że jego wnuczka mogła
dostarczyć mu jeszcze większych kłopotów. Doskonale wiedział, że dla wszystkich
Wtajemniczonych była ona solą w oku. Napawała ich obawą, a Diego zdawał sobie
sprawę z tego, że gdyby komukolwiek z nich przyszło do głowy zbliżyć się do
niej, to on nie zawahałby się przed niczym. Dla wnuczki był gotów posunąć się
nawet do ostateczności.
Również fakt, że Ananiasz zapytał go o
nią, nie był zbyt optymistyczny. Ananiasz był dobrym przyjacielem i wielkim
sprzymierzeńcem, gdy jednak sprawa dotyczyła wnuczki Diego, wszystko
przybierało inny obrót.
Nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego,
że jego wnuczka w tym momencie nie była dla nikogo zagrożeniem. I że to, co w
niej tkwiło, jeszcze się nie przebudziło.
W Neapolu przesiadł się do limuzyny. W
domu był w niecałe trzydzieści minut. Już w holu dopadła go Nicoletta. Gdy tylko
ujrzał wyraz jej twarzy, westchnął ciężko. Jeszcze tego mu brakowało. Nicoletta
była jego daleką krewną i nie mając rodziny przeprowadziła się do niego wraz ze
swym bratem. Prowadziła dom i zajmowała się wszystkimi sprawami dotyczącymi
pracowników.
– Co tym razem zrobił Luca? – zapytał
zdając sobie sprawę, że jego krewna, która zajmowała się domem, znowu będzie
użalała się na jego wnuka.
– Skąd wiesz, że chodzi o Luca? –
odparła zdziwionym głosem.
– Bo zawsze o niego chodzi –
odpowiedział i skierował się w stronę gabinetu, licząc na to, że kobieta
zrezygnuje z dalszej rozmowy.
– Wjechał motorem do domu – oświadczyła
wchodząc za nim do pokoju.
– Czy coś jeszcze? – zapytał spokojnym
głosem, wiedząc, że jego wnuk zazwyczaj przekraczał dozwolone granice i jego
wybryki bywały o wiele bardziej zaawansowane. Czasem nawet za bardzo, co
sprawiało, że wyciągnięcie chłopaka z opałów bywało bardzo trudne.
– No… no i przyprowadził dziewczynę –
powiedziała Nicoletta zgorszona.
– To akurat mnie nie dziwi. Byłbym
raczej zaskoczony gdyby tego nie zrobił – przyznał ze śmiechem Diego, zdając
sobie sprawę, że Luca jest strasznym kobieciarzem.
– One były dwie. Później zabrał je do
pokoju i…
– Nicoletto, czy chcesz mi opowiadać,
co tam robili? Wolałbym abyś mi tego oszczędziła.
– Chryste panie, nie chcę mówić, co oni
tam robili – wykrzyknęła kobieta łapiąc się za głowę. – Jestem pewna, że…
– Podsłuchiwałaś ich? – zapytał
wchodząc jej w zdanie.
– Na Boga, nie!! – przerwała mu, może
nawet zbyt szybko, co wzbudziło w nim pewne podejrzenia.
– Nicoletto, Luca jest młodym
chłopakiem i takie rzeczy to u niego normalna sprawa. Chyba nie wymagasz od
niego, żeby przesiadywał w domu i czytał książki – powiedział rozbawiony, a
Nicoletta zmarszczyła czoło.
– Jakąś mógłby od czasu do czasu
przeczytać – mruknęła pod nosem zdając sobie sprawę z tego, że Luca nie jest
typem mola książkowego.
– Jakąś konkretną? – Usłyszeli i
obejrzeli się za siebie.
W drzwiach, oparty niedbale o futrynę,
stał młody, przystojny chłopak. Miał lekko wilgotne, kruczoczarne włosy. Długie
do połowy szyi i lekko pofalowane. Śniada karnacja oraz wielkie błękitne oczy
niesamowicie ze sobą kontrastowały i idealnie komponowały się z ciemną oprawą
oczu, sprawiając, że nie sposób było rzucić mu jedynie przelotne spojrzenie.
Był wysoki i szczupły. Rozpięta koszula odkrywała jego idealną rzeźbę ciała.
Luca był chłopakiem, za którym szalały wszystkie kobiety. Niezależnie od swego
wieku.
– Twoja ciotka zdała mi właśnie relacje
z twoich dzisiejszych poczynań – powiedział pobłażliwie Diego, uśmiechając się
pod nosem.
– Letty, chyba nie powiedziałaś
dziadkowi, że wykradłem twoje majtki? To była tylko jedna para. Kupię ci w
zamian takie bardziej zmysłowe. Lubisz czarne koronki? – zapytał z szelmowskim
uśmiechem, przyglądając się jak twarz kobiety robi się coraz bardziej
purpurowa.
Miał świadomość tego, że całkiem
konkretnych rozmiarów sylwetka Nicoletty zdecydowanie komicznie wyglądałaby w
koronkowej bieliźnie.
– Ty hultaju!! – wydarła się ciotka. –
Na miłość boską, co ty sobie wyobrażasz nicponiu?
– Spokojnie Letty, ja tylko żartowałem
– powiedział, próbując ukryć rozbawienie spowodowane gwałtowną rekcją ciotki.
– Ja ci kiedyś obwiesiu pożartuję! –
krzyknęła i skierowała się do wyjścia, po chwili słychać było już tylko jej
kroki w holu i narzekanie.
– Zdajesz sobie chyba sprawę z tego, że
twoja ciotka właśnie poszła przeliczyć bieliznę i mam nadzieję, że doliczy się
każdej pary – powiedział Diego, starając się, aby jego głos zabrzmiał groźnie.
– Jeżeli coś jej zginęło, to ja nie
jestem za to odpowiedzialny – stwierdził, podnosząc przy tym do góry ręce. –
Ale chyba wpadł jej w oko chłopak od basenu. Zauważyłem, że dość często nosi mu
lemoniadę – powiedział, a właściwie krzyknął, chcąc, aby doszło to do uszu
Nicoletty.
– Kiedy ty wreszcie spoważniejesz? –
Diego pokręcił ze śmiechem głową.
– A co dokładnie masz na myśli? –
zapytał chłopak siadając na fotelu naprzeciwko biurka, przy którym siedział
Diego.
– Przez ciebie Nicoletta nabawi się
nerwicy. Za każdym razem jak wracam do domu i widzę jej rozbiegane spojrzenie,
to wiem, że za moment padnie twoje imię i usłyszę jakąś nowinę o tobie.
– Czy powinienem…
– Luca, ta rozmowa nie jest konieczna.
Bardziej drażnią mnie jej skargi, niż twoje postępowanie. Wolę słyszeć
narzekania Nicoletty, niż odbierać telefony od jakiegoś przedstawiciela władzy
– powiedział, znacząco spoglądając na chłopaka.
– Czy chodzi o tę przepychankę w barze?
– zapytał Luca.
– Na Boga, wy zdemolowaliście cały
lokal. Ty to nazywasz przepychanką? Wylądowałeś na pogotowiu. Czy według ciebie
było to skaleczenie?
– Tylko kilka szwów. Sam wiesz, że
bywało gorzej – odparł chłopak wzruszając ramionami.
– Niestety wiem – powiedział
wzdychając. – Ale tym razem nie chodzi mi o tamtą przepychankę Luca –
stwierdził spoglądając na niego znacząco.
– O limuzynę? Przecież już ją naprawili
– W głosie chłopaka było zaskoczenie.
– Była uszkodzona? – Diego wybałuszył
oczy na wnuka.
– Nie wiem – powiedział chłopak
przeciągając słowa, zorientowawszy się, że się wygadał.
– Dzwonił mój przyjaciel. Podobno
spotykasz się z żoną burmistrza.
– Z córką – rzucił krótko chłopak. – I
spotykasz się, to za dużo powiedziane.
– Jaką córką? – zapytał lekko już
zniecierpliwiony Diego.
– Córką burmistrza.
– Luca, do jasnej cholery. Burmistrz
nie ma córki. Ma dwóch synów z pierwszego małżeństwa. I bardzo młodą małżonkę.
W co ty się znowu pakujesz? Ten facet jest zapatrzony w tą kobietę jak w
obrazek – powiedział wyprowadzony z równowagi.
– Wyglądała na jego córkę.
– Bo mogłaby nią być – oświadczył
Diego. – Co nie zmienia faktu, że jemu też się podoba i..
– To jednorazowy nume.. przygoda –
dokończył po zastanowieniu, a Diego parsknął śmiechem.
– Całkiem problematyczna ta twoja przygoda.
– Czy miałeś przez to jakieś kłopoty? –
Zaniepokoił się chłopak.
– Luca, musisz wiedzieć, że jeżeli o
mnie chodzi, to burmistrz nie jest absolutnie żadnym problemem. Nie byłby nim
nawet prezydent ani żaden polityk. Mam takie wpływy, że poradziłbym sobie nawet
z papieżem – oświadczył nieskromnie.
– Więc w czym problem? – zdziwił się
chłopak.
– W tym, że gdyby ten facet zastał cię
w łóżku ze swoją małżonką, to mógłby zareagować zbyt nerwowo i w efekcie
wysłałby cię na tamten świat, a z Bogiem już nie mógłbym pertraktować.
– Wierzysz w niego? – zapytał.
– To metafora – odparł i chcąc zmienić
niewygodny temat, dodał – Jaki masz problem?
– Słucham?
– Zazwyczaj nie przychodzisz do mnie o
tej porze, ubrany w mokre ciuchy. Jak mniemam masz do mnie jakiś interes. Zatem
mów.
– Właściwie to tak – powiedział
marszcząc czoło. – Chciałem zapytać czy będzie ci potrzebny odrzutowiec. Mam
pewne plany i potrzebuję dostać się na inny kontynent – powiedział.
– Sam nie wiem. Chyba powinienem lecieć
do Stanów. Chciałbym porozmawiać z Ethanem, chodzi o Rain – powiedział Diego
nad czymś się zastanawiając. Luca ożywił się słysząc imię kuzynki.
– Ruda ma kłopoty? – zapytał
zaciekawiony, a Diego odniósł wrażenie, że był aż za bardzo zaciekawiony.
– Skąd ci to przyszło do głowy? –
oświadczył z naganą. – Oczywiście, że nie ma. Rain, w przeciwieństwie do
ciebie, nie sprawia żadnych problemów.
– No tak. Święta Rain, niech Bóg jej
błogosławi – powiedział z przekąsem.– To, co z tym odrzutowcem? Możesz przecież
zadzwonić do Ethana. Zresztą niedługo impreza, więc twoja obyczajna wnuczka
sama złoży ci wizytę.
– Masz rację, nie powinienem im
zawracać głowy. Gdyby coś się działo, to Ethan sam by się ze mną skontaktował.
A z tego, co wiem, to mają teraz jakieś trudności w firmie, więc nie powinienem
go dodatkowo stresować – stwierdził i popatrzył na wnuka pobłażliwie. – W takim
razie samolot jest do twojej dyspozycji, pod warunkiem, że nie będziesz
próbował sam go pilotować – oznajmił.
– Dziękuję – powiedział chłopak i
ruszył w stronę drzwi. Zatrzymał się w połowie drogi i gwałtownie odwrócił w
stronę biurka. – Dziadku, czy Rain ma jakieś kłopoty? – zapytał, a Diego
usłyszał w tonie jego głosu troskę.
– Nie martw się Luca. Rain nie ma
problemów, a znając ją to raczej w żadne kłopoty się nie wpakuje – oświadczył,
nie zdając sobie sprawy z tego, że już niedługo Rain przebije Luca w pakowaniu
się w kłopoty.
Przyglądał się chłopakowi, który
wpatrywał się w niego tak, jakby chciał czegoś dopatrzyć się w jego twarzy. Zdziwiło
go to, bo ani Rain, ani Luca nie darzyli się nigdy sympatią. Wiedział jednak,
że Luca jest gościem, który sprawia wiele problemów, wciąż pakuje się w
tarapaty. Stwarzał wrażenie faceta, który z nikim i niczym się nie liczy, a
wszystko poza sobą ma w nosie. Jednak Diego wiedział, że Luca jest tak naprawdę
niesamowicie wrażliwym chłopakiem i bardzo kocha swoją rodzinę. Szczególnie
ojca, którego nie widywał zbyt często.
– Kim jest Goran? – zapytał w pewnym
momencie Luca, sprawiając, że Diego zamarł. – Czy on ma coś wspólnego z
kłopotami Rudej? Mam na myśli Rain – poprawił się.
– Skąd takie przypuszczenia? Co wiesz o
Goranie i od kogo? – zapytał gwałtownie Diego.
– Od ojca – odparł krótko Luca.
– Powiedział ci? Co dokładnie ci mówił?
– zaniepokoił się Diego.
– Powiedział tobie, gdy rozmawialiście
przez telefon. Przechodziłem i usłyszałem to imię, a odniosłem wrażenie, że
ojciec był zdenerwowany. Nie zamierzałem podsłuchiwać, więc nie wiem nic poza
tym, że jakiś Goran sprawia wam problemy – oświadczył, a Diego odetchnął z
ulgą.
– Goran nie ma nic wspólnego z Rain. To
jest człowiek, który dla nas pracował. Ukradł pewne dokumenty i zniknął, teraz
twój ojciec próbuje go odszukać – skłamał. – A Rain nie ma żadnych problemów.
Po prostu chciałem sprawdzić, co u nich słychać.
– Powiedziałeś, że chodzi o Rain –
obstawał twardo przy swoim Luca. Diego zdał sobie sprawę, że chłopak nie
odpuści.
– Nie odbiera telefonów od kilku dni.
Dziś się do niej dodzwoniłem, ale zbywała mnie i pomyślałem, że…
– Zarówno ty, jak i Ethan z Ryanem
robicie z niej kalekę. Nic dziwnego, że później zachowuje się tak, jakby
uciekła z zamkniętego zakładu. Dziadku, ona jest już dorosła, przestańcie
wreszcie obchodzić się z nią jak ze zgniłym jajkiem – powiedział ze złością w głosie.
– Robicie jej krzywdę.
Diego spoglądał w stronę drzwi, za
którymi zniknął jego wnuk i dotarło do niego to, że chłopak ma w pewnym sensie
rację. Jednak gdyby Luca znał prawdę o swej kuzynce, wtedy zrozumiałby, że
inaczej nie można z nią postępować i dla jej własnego dobra powinno się ją
obserwować. Jedyną pociechę stanowił fakt, że dziewczyna była bardzo spokojna i
nigdy dotąd nie sprawiała problemów. Wkrótce miał się dowiedzieć, że w
niedługim czasie Rain będzie jednym wielkim problemem.
Diego zorientował się w pewnym
momencie, że nie jest sam w pokoju i wpatrują się w niego oczy stojącej przy
drzwiach Nicoletty.
– Nie mam czasu – powiedział wzdychając
z rezygnacją.
– Zajmę tylko minutę – usłyszał i
spojrzał na nią zaskoczony.
– Coś nowego – wymamrotał pod nosem.
– Chciałam powiedzieć, że chłopakowi od
basenu zaniosłam lemoniadę tylko dwa razy. Może trzy, ale nie więcej. Było
gorąco i zrobiło mi się go szkoda, a Luca kłamie jak najęty.
– Oczywiście, Nicoletto. Ani przez
moment nie wierzyłem w jego słowa. Przecież doskonale go znam i wiem, jakim
łajdakiem potrafi być – powiedział i ujrzał jak na twarzy kobiety wykwita
uśmiech. – Prawdę mówiąc, to pomyślałem nawet, żeby wysłać go na jakieś studia
za granicą.
– Co? – zapytała zaskoczona Nicoletta,
a mina jej zrzedła. – Po co? A bo tu mu źle?
– Jemu nie, ale ty masz przez niego
same problemy – powiedział, wiedząc, że tak naprawdę Letty darzy chłopaka
ogromną sympatią a choć starała się to ukryć, to zarówno on, jak i Rain byli
jej ulubieńcami.
– Ale Diego…
– A może wysłać go do szkoły wojskowej?
Co o tym myślisz? Tam nauczyliby go dyscypliny.
– Zdurniałeś? Przecież tam nie daliby
mu jeść i ogoliliby chłopaka na łyso – powiedziała z przejęciem.
– Ale mi chodzi jedynie o ciebie. Nie chcę,
aby sprawiał ci problemy Nicoletto – mówił.
– Dam sobie z nim radę. Nie musisz
nigdzie go wysyłać. A chłopak od basenu nie dostanie już ode mnie ani jednej
szklanki lemoniady – oświadczyła i wyszła z gabinetu, a Diego parsknął
śmiechem.
Zdawał sobie sprawę, że teraz
przynajmniej przez jakiś czas będzie miał spokój z uskarżaniem się na chłopaka.
Wiedział, że kobieta będzie się obawiała, iż ten spełni swą prośbę i oddeleguje
go do szkoły wojskowej. A przecież na samą myśl, że głodziliby tam Luca, dostawała
apopleksji, ponieważ jej życiową misją było dokarmić wszystkich wokoło.
Diego podszedł do okna i wpatrywał się
w ciszy w zachodzące słońce, które nabrało wyjątkowo intensywnej purpurowej
barwy. Czuł lekki chaos na myśl o Rain. Od zawsze była tajemnicą. Taką, której
każdy był ciekaw jednak nikt nie odważył się nigdy poznać.
– Wszystko będzie dobrze – szepnął sam
do siebie, a jego oczy na chwilę zmieniły barwę, która na jeden krótki moment
całkowicie pochłonęła swym złotawym kolorem czerń źrenic.
Nagle jego twarz nabrała innego wyrazu.
Oblicze starego człowieka ożywiło się sprawiając, że ktoś postronny na ten
widok poczułby dreszcze. Nikt nie zwróciłby już uwagi na pooraną zmarszczkami
skórę i siwe włosy mężczyzny. Teraz jego oblicze pulsowało żywotnością.
Zamrugał powiekami na powrót przywracając swym oczom normalny wygład. W tym
momencie rozległ się dźwięk telefonu. Gdy odebrał, usłyszał głos syna.
– Wszystko w porządku Franco? – zapytał
zaniepokojony.
– Nie, ojcze.
– Co się stało?
– Goran przez kilka tygodni był we
Włoszech. W Salerno. Zostawiał ślady w różnych miejscach w całej Europie,
jeździłem za nim jak kretyn, a on był pod twoim nosem. Nie mam pojęcia jak on
to robi.
– Jesteś pewien, że tu był?
– Tak ojcze. Myślę, że on celowo chciał
pokazać nam, że ma nad nami przewagę.
– Być może, Franco. Ale w jedynym się
pomylił – powiedział po chwili zastanowienia Diego.
– W czym ojcze?
– Goran nigdy nie miał i nie będzie
miał nad nami przewagi – powiedział i spojrzał przez okno gabinetu. Promienie
zachodzącego słońca odbiły się w jego oczach, które na moment zmieniły swą
barwę. – A kiedyś jego próżność go zgubi.
– Co teraz zrobimy?
– Masz jakieś informacje o jego miejscu
pobytu? Nadal jest we Włoszech? – zapytał.
– Z tego, co wiem to nie ma już go w
Europie. Dzwoniłem do swoich ludzi, między innymi do Riley. Przyleci do mnie
najbliższym lotem.
– Czy to ta dziewczyna, o której
ostatnio rozmawialiśmy? – zapytał Diego.
– Tak, ojcze. Jestem w tej chwili we
Francji. Mam tu jeszcze coś do załatwienia, ale jutro już wracam.
– To dobrze. Musimy coś zrobić z
Goranem. Zaczyna coraz bardziej działać mi na nerwy. Jak myślisz gdzie on teraz
może być?
– Według informacji, które zdobyli moi
ludzie jest teraz w Stanach – powiedział zniżając głos.
– W Stanach? Ale dlaczego? Przecież do
tej pory nie opuszczał Europy – Zaniepokoił się Diego. – Co on kombinuje?
– Nie wiem, ojcze, ale mi również się
to nie podoba – odparł.
– Myślisz, że może to mieć jakiś
związek z Rain? – zapytał starzec z obawą.
– Mam nadzieję, że nie. Informacje
jeszcze nie są pewne, być może nadal jest w Europie. Jeżeli tak, to zajmę się
nim jak najszybciej. Gdy tylko przyleci Riley.
– Nie – przerwał mu Diego. – To zbyt
ryzykowne. Opowiadałeś mi o tej dziewczynie. Wydaje się być odpowiednią.
– Do czego odpowiednią?
– Gdyby Goran był w Stanach, Rain
mogłaby być w niebezpieczeństwie. Będziemy musieli jak najszybciej się go
pozbyć. A ta dziewczyna przyda się bardziej w Stanach.
– Nie rozumiem, ojcze. Goran przecież
niczego nie wie. Nie wie nawet, kim jest Rain. Nie wiem czy on w ogóle wie, że
ona istnieje. A już zupełnie nie rozumiem, co miałaby robić tam Riley. Przyda
mi się bardziej tu na miejscu – powiedział zdezorientowanym tonem.
– Nie możemy mieć pewności, jakie
informacje posiada Goran i nie powinniśmy ryzykować. Rain jest bezpieczna, ale
wolałbym żeby ktoś był blisko tej sprawy gdyby stało się tam coś
nieoczekiwanego. Z tego, co mówiłeś o tej dziewczynie, wydaje mi się, że będzie
się idealnie nadawała – powiedział.
– Ale do czego? – drążył Franco.
– Wytłumaczę ci, jak się spotkamy. A
teraz daj mi jej numer telefonu – powiedział stanowczo.
Było już późne popołudnie, gdy weszła
do domu. Od razu pobiegła na górę i zrzuciła brudne ubranie, a później weszła
pod prysznic. Chłodna woda przyniosła ulgę jej zmęczonemu ciału. Kilkugodzinne
grzebanie przy silniku starego volvo Ruby, wyczerpało ją. Planowała jeszcze
sprawdzić cylindry w swoim motorze, ale była już zbyt zmęczona. Wielokrotnie
proponowała Ruby, aby ta kupiła nowe auto, ale bezowocnie. Kobieta była tak
przyzwyczajona do tego grata, że za każdym razem ucinała rozmowę jakimś żartem.
Oczywiście, gdy silnik nie odpalał, czarna robota spadała na nią. Jednak nie
mogła zaprzeczać temu, że tak naprawdę lubiła grzebać w silniku. Jednak
prawdziwą jej pasją były motory. A gdy ostatnio kupiła Ducati SR, mogłaby wręcz
nie wychodzić z garażu. Nie było to może typowe zajęcie dla młodej dziewczyny,
ale przecież ona nie była zwyczajną dziewczyną.
Riley była najemnikiem Wtajemniczonych.
Jednym z najlepszych. Miała zaledwie dziewiętnaście lat, jednak swymi
umiejętnościami przewyższała wielu doświadczonych wyjadaczy, którzy parali się
tą profesją już od wielu lat. Była niska i drobna, długie blond włosy nosiła
przeważnie związane w kitkę. Była bardzo ładną dziewczyną. Spojrzenie ogromnych
oczu o intensywnie brązowej barwie sprawiało, że wydawała się być nieśmiałą
naiwną nastolatką. Nadawało jej to wręcz dziecinny wygląd. Było to jednak tylko
złudzenie. Dziewczyna została wyszkolona do tego, aby walczyć i zabijać z zimną
krwią, gdy dostanie takie zlecenie. Radziła sobie z tym bardzo dobrze. Jej
nastawienie do tych akcji było zadawalające zarówno ze strony fizycznej jak i
psychicznej.
Tak naprawdę nie była złą osobą, miała
całkiem spokojny charakter i budziła sympatię. Po prostu co jakiś czas
dostawała białą kopertę, w której było zadanie do wykonania. Przeważnie były to
jakieś manipulacje, podszywanie się pod kogoś, udawanie i kłamanie dla
osiągnięcia celu. Nie zawsze można było się kogoś tak zwyczajnie pozbyć.
Jednak, gdy istniała taka możliwość, to bez trudu szła tą prostszą drogą, nie
marnując czasu na odstawianie teatru. Znała tylko takie życie. Nawet nie miała
pojęcia jak i kiedy się to zaczęło. Gdy miała siedemnaście lat została ranna
podczas jakiejś akcji, a gdy się ocknęła niczego nie pamiętała. Od tamtego
momentu jedyne informacje o sobie, jakie posiadała, były informacjami
pozyskanymi od Wtajemniczonych. Zdawała sobie sprawę z tego, że na pewno nie
mówią jej całej prawdy. Często, w samotne noce, pełne rozważań i wątpliwości,
rozmyślała o tym, jaka tak naprawdę jest jej historia. Czy faktycznie Franco
zaopiekował się nią, gdy uciekła z sierocińca w wieku trzynastu lat? Wyszkolił
ją i wtajemniczył, uczynił najemnikiem. Czy może gdzieś tam żyła jej rodzina?
Być może miała kochających rodziców oraz rodzeństwo, które nadal o niej
pamiętało i tęskniło za nią. Być może jej nawet szukali. Takie myśli sprawiały,
że ogarniała ją przedziwna tęsknota. Franco powiedział jej, że rodzice umarli,
ale nigdy nie chciał powiedzieć jak się nazywali i skąd pochodzili. Tak jakby
nie chciał, żeby dowiedziała się czegokolwiek o sobie. To zawsze ją nurtowało.
Coś w głębi niej buntowało się z dnia na dzień, powodując, że pojawiało się coraz
większe poczucie niesprawiedliwości. Coraz większa chęć poznania prawdy o
sobie, swoim pochodzeniu i swej przeszłości.
Na co dzień mieszkała w Stanach. W New
Jersey, w Newark. Dzieliła mieszkanie z Ruby, kobietą, która udawała jej matkę
i również była najemnikiem Wtajemniczonych. Początkowo Riley chodziła do szkoły
i żyła życiem zwykłej nastolatki tak, aby stwarzać pozory normalności. Jednak w
wieku osiemnastu lat coraz częściej dostawała zlecenia, a ponieważ towarzyszyły
temu liczne wyjazdy, kontynuowanie nauki nie miało już sensu. Zresztą nie było
to koniecznością, a dla niej nie było to ważne i lekcje traktowała jak jeden ze
swych obowiązków, na równi ze zleceniami, jakie otrzymywała. W poniedziałek
rano szła na zajęcia, wracała do domu, a gdy czekała tam na nią koperta,
jechała na podany adres, aby spotkać się z kimś, kto był niewygodny dla
Wtajemniczonych.
Ze wszystkim radziła sobie bardzo
dobrze. Nigdy nie zadawała zbędnych pytań a działając intuicyjnie, zawsze
osiągała cel. Jednak ta niewiedza w pewnym momencie zaczęła doskwierać jej
coraz mocniej. Doszło do tego, że kilka miesięcy temu postanowiła dowiedzieć
się czegoś więcej o swym pochodzeniu oraz rodzinie. Była zacięta w tym, co
robiła. Nie miała przyjaciół i oprócz Ruby nie była z nikim związana
emocjonalnie. To nie dawało zbyt wielkich możliwości, aby rozpocząć
poszukiwania. A zdawała sobie sprawę, że przecież od czegoś musi zacząć.
Zlecenia wykonywała dostając konkrety w białej kopercie. Tym razem informacje
musiała zdobyć sama, a to było dla niej nowością. Oprócz tego towarzyszyło temu
duże ryzyko. Wtajemniczeni powiedzieli jej tylko tyle, ile chcieli i z jakichś
powodów zależało im, aby nie poznała całej prawdy. Gdyby dowiedzieli się, że
postanowiła poszukać na własną rękę informacji o sobie, wtedy nie byliby
zadowoleni. Jej wiedza na temat Wtajemniczonych była całkiem spora, jednak
zdawała sobie sprawę, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Opiekował się
nią Franco, który był synem Diego, jednego z członków Rady. Kim byli pozostali
członkowie? Co tak naprawdę działo się na tych spotkaniach? Tego nie wiedziała.
Zdawała sobie jednak sprawę, że mieli oni swoich ludzi na całej kuli ziemskiej,
a ich możliwości były ogromne. Ona sama była jedynie małym trybikiem w całej
tej machinie. Wiedziała jedno, przeciwstawienie się im było niebezpieczne.
Zdawała sobie sprawę, że gdyby odkryli jej niesubordynację, to jakiś inny
najemnik dostałby w białej kopercie namiary na nią.
Szukała nieporadnie w obawie, że ktoś
czegoś się domyśli. Z drugiej strony najzwyczajniej w świecie nie wiedziała jak
to robić i od czego zacząć. Po jakimś czasie postanowiła więcej słuchać,
rozmawiać tak, aby cokolwiek sprowokować. Ruby nie miała o niczym pojęcia, a
Franco nigdy nie zaczynał tego tematu. Był raczej małomówny i oschły. Nigdy nie
było między nimi jakiejś cieplejszej rozmowy. Franco był człowiekiem konkretnym
i trzeźwo stąpającym po ziemi. Również ją tak wyszkolił, prosto, bezproblemowo,
jasno oraz wyraźnie. Minimum emocji i maksimum skupienia. To wyostrzyło jej
zmysły, pozwoliło zachować zimną krew i myśleć jaśniej. Podejmować rozsądne
decyzje. To sprawiło, że stała się w tak młodym wieku bardzo dobrym
najemnikiem. Cennym dla nich.
Gdy Riley zamieszkała z Ruby, doszedł
jeszcze czynnik emocjonalny, bardziej ludzki, co sprawiło, że stała się jeszcze
lepsza. Miała doskonały instynkt, potrafiła zachować zimną krew w każdej
sytuacji, a emocje, które przyswoiła w minimalnej ilości sprawiły, że stała się
dziewczyną sympatyczną, konkretną i rzeczową. Jej delikatna uroda oraz pozorna
kruchość stały się druzgocącym czynnikiem. Była zawsze niezawodna. Jednak
wszystkie te zalety nie pomagały w sprawie, na której zależało jej osobiście. W
pragnieniu poznania prawdy o swej przeszłości. Dowiedzeniu się czy jest gdzieś
ktoś, komu na niej zależy. Ktoś, na kim zależałoby jej. Z czasem stawała się
odważniejsza. Bo przecież nie miała nic do stracenia. Każde zlecenie narażało
jej życie, ale czy miała, dla kogo żyć? Tego właśnie próbowała się dowiedzieć.
W rozmowach z Franco była coraz bardziej zdecydowana i często padało pytanie,
jakiego on nie chciał usłyszeć. Nie był z tego zadowolony, ale ona była
stanowcza. Było tak do pewnego momentu. Do chwili, gdy pojawił się w jej życiu
ktoś, kto sprawił, że poznanie przeszłości przestało być już takie ważne. Ktoś,
kto spowodował, że na pierwszym planie stanęła przyszłość.
Któregoś lata pojechała do Europy. Do
Włoch. Miała tam spotkać się z Franco. Dostała dość dziwne zlecenie. Miała
pozbyć się pewnego chłopaka. Ale było to o tyle niecodzienne, że nie miała go
sprzątnąć. Miała sprawić, że zakocha się w niej i wyjedzie z nią do Stanów. Nie
miała pojęcia, o co w tym chodziło, ale przecież nie stanowiło to dla niej
problemu. Była dziewczyną, która miała duże powodzenie. Po przyjeździe dostała kopertę
z danymi chłopaka. Wieczorem pojechała do Salerno i poszła do baru, w którym
bywał co noc. Bez problemu go rozpoznała. Był przystojny i całkiem sympatyczny.
Trochę może zarozumiały, ale z pewnością świadomy swych zalet. Kręcące się
wokół niego dziewczyny wkrótce zorientowały się, że nie mają szans przy niej.
Po jakimś czasie zauważyła, że wszystkie gdzieś nagle zniknęły. Było jej to na
rękę. Jednak do czasu. W chwili, gdy zorientowała się dlaczego odpuściły,
zamarła. Do baru wszedł chłopak, który sprawił, że w jednej chwili cały jej
świat zawirował, a ona dosłownie zwariowała na jego punkcie. To było jak grom z
jasnego nieba, coś nowego dla niej. Chłopak podszedł do nich, a ona nie mogła
oderwać od niego oczu. Niesamowicie przystojny Włoch, który uśmiechał się
najpiękniejszym uśmiechem, jaki do tej pory widziała. Czarne, przydługie
kosmyki włosów opadały na jego szyję, a intensywnie błękitne oczy wpatrywał się
w nią z zainteresowaniem. I wtedy wszystko potoczyło się szybko. Facet, który
był jej zleceniem przedstawił ją, jako swoją dziewczynę, co sprawiło, że
chłopak spojrzał już na nią inaczej, bez tego błysku w oku. A ona nie mogła
przecież zaprzeczyć, że nie jest jego dziewczyną, skoro był jej zleceniem.
Już na drugi dzień okazało się, że to
wszystko jest ze sobą powiązanie. Chłopak, który wzbudził w niej takie emocje,
miał na imię Luca i był jego przyjacielem. Był również synem Franco, co
kompletnie ją zaskoczyło. Nigdy nie bywała we Włoszech. Nie miała nawet
pojęcia, że Franco ma syna. Teraz okazało się, że chciał pozbyć się chłopaka,
który miał zły wpływ na jego syna, ponieważ uznał tę znajomość za
problematyczną. Nie mógł go zbić, ponieważ Luca mógłby się czegoś domyśleć.
Dlatego postanowił, że Riley rozkocha go w sobie i sprawi, że wyjedzie z nią do
Stanów. Na ciąg dalszy prawdopodobnie napisany był już scenariusz. Luca nie
miał o niczym pojęcia. Nie wiedział, kim jest jego ojciec ani dziadek. Nie
zdawał sobie nawet sprawy o istnieniu Wtajemniczonych.
Ta sytuacja dobiła ją. Pragnęła za
wszelką cenę zawrzeć znajomość z Luca, a musiała uwieść jego przyjaciela i
wyjechać z nim na inny kontynent. W jej głowie wszystko szalało. Pojawiły się
emocje, o których istnieniu nie miała do tej pory pojęcia. Kolejną przeszkodą
był fakt, że Luca był synem Franco. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie ma
szans na tę znajomość. Franco nie dopuściłby do tego, żeby jego nieświadomy
niczego syn związał się z najemnikiem. Rozpaczała, płakała po raz pierwszy w
swym życiu. Z bólem serca wróciła do Stanów z zakochanym w niej chłopakiem, z
którym musiała później zamieszkać. Męczyła się przez pół roku, grając zakochaną
dziewczynę, podczas gdy jej serce pękało z bólu. Po sześciu miesiącach kontakt
z Luca urwał się, dzięki czemu Franco zdecydował, że mogą bezpiecznie pozbyć się
chłopaka. Zrobiła to z wielką przyjemnością.
Od tamtego spotkania minął prawie rok.
Widziała Luca tylko raz. Zaledwie przez pięć minut. Jednak od tamtego momentu
nie mogła o nim zapomnieć. Żyła od zlecenia do zlecenia. A jedyną jej rozrywką
i przyjemnością był garaż oraz motor, który zastępował jej w jakiś sposób
przyjaciela. Gdy siadała na nim i odpalała silnik, czuła się tak, jakby
zaczerpnęła głęboko oddechu. Jadąc ulicami odprężała się. Lubiła szybkość,
lubiła to uczucie podniecenia, gdy prędkość narastała, a niebezpieczeństwo
stawało się coraz większe. Kochała to, bo jedynie wtedy nie myślała o
chłopaku.
Nie miała pojęcia, co robić i jak żyć,
ponieważ wszystko stało się nagle bezsensowne i nieważne. Zrezygnowała z
poznania przeszłości, skupiła się na powierzanych zadaniach. Nie wiadomo jak
długo by z tym żyła. Jednak w pewnym momencie Franco, który nie miał pojęcia o
uczuciu Riley do jego syna, zdecydował, że powinna przenieść się na jakiś czas
do Europy. Chciał mieć ją pod ręką. Miał problemy z jakimś Wtajemniczonym,
chłopakiem, który zbuntował się i stanowił dla nich zagrożenie. Miała wraz z
Franco zająć się sprawą Gorana. Nic wcześniej o nim nie słyszała, ale było jej
to obojętne. Zawsze było jej obojętne, kto i dlaczego. Dostawała polecenie i wypełniała
je, nie znała innego życia. Teraz jednak pojawiła się emocja. A ona miała
znaleźć się wreszcie przy chłopaku, w którym się zakochała.
Gdy wyszła z pod prysznica ubrała się
szybko i związała niedbale wilgotne włosy. Wyciągnęła z szafy torbę podróżną i
zaczęła wrzucać jakieś ciuchy. Nawet, gdy jechała gdzieś na dłużej, nie brała
ze sobą dużego bagażu. Wystarczyła karta kredytowa z nieograniczonym limitem.
Bycie najemnikiem sprawiało, że o żadne finanse nigdy nie musiała się martwić.
Była podenerwowana. Lot do Włoch miała za trzy godziny. Już następnego dnia
miała być na miejscu. Była szczęśliwa, że znowu go zobaczy. Gdy miała już
wychodzić zadzwonił telefon. Odbierając nawet nie podejrzewała, kim będzie jej
rozmówca.
– Witaj Riley. Jestem Diego di Gennaro
– usłyszała i zamarła.
– Co się stało? – zapytała
zdezorientowana. Nigdy wcześniej żaden z tak wysoko postawionych
Wtajemniczonych nie kontaktował się z nią.
– Mam dla ciebie specjalne zadanie –
powiedział, a ona zmarszczyła czoło.
– Dostanę dane tak jak zawsze? –
zapytała konkretnie.
– Tym razem to coś innego – usłyszała i
coś jej się nie spodobało w tonie jego głosu.
– O co chodzi?
– Sprawa dotyczy mojej wnuczki –
powiedział, a ona zaczęła szukać w pamięci.
Słyszała coś o tej dziewczynie. Sprawa
od zawsze była dziwna. Na jakąkolwiek wzmiankę jej imienia każdy reagował tak,
jakby chciał uciec od tego tematu. Dziewczyna nie była ani Wtajemniczoną, ani
najemnikiem. I tak jak Luca, nie była nawet świadoma tego, kim jest jej
dziadek. Riley wiedziała o niej jedynie tyle, że mieszka w Stanach.
– Mam ją zabić? – zapytała i usłyszała
jak mężczyzna roześmiał się.
– Oczywiście, że nie – oświadczył po
chwili. – Od tej chwili jedyną sprawą, którą będziesz się zajmowała jest moja
wnuczka. W zależności od tego, co będzie się działo, ty będziesz odpowiedzialna
za…
– Ale co mam z nią zrobić? –
zdenerwowała się, zdając sobie sprawę z tego, że jej wyjazd do Włoch jest już
nieaktualny. Miała ochotę krzyczeć, przeklinać, powiedzieć mu żeby pocałował
się w dupę i polecieć do Włoch oraz wyznać wszystko Luca.
– Jeśli zajdzie taka potrzeba będziesz
się nią opiekowała.
– Jest chora? Jak mam się nią
opiekować? Nie rozumiem.
– Więc przestań mi wreszcie przerywać –
zażądał, a ona zagryzła wargę. Rozmawiała z członkiem Rady, kimś, o kim do tej
pory jedynie słyszała.
– Proszę kontynuować – powiedziała
chłodno, przyjmując swoją naturalną postawę.
– Będę cię na bieżąco informował.
Jeżeli w życiu mojej wnuczki zacznie coś się dziać, będziesz musiała interweniować,
dlatego pozostaniesz w Stanach – powiedział, a ona przymknęła oczy. Jej obawy
potwierdziły się.
– Co dokładnie będę musiała zrobić? –
zapytała głosem kompletnie pozbawionym emocji.
– Pojawić się w jej życiu i zająć się
nią – usłyszała i pomyślała, że w tym momencie miałaby ochotę skręcić kark tej
dziewczynie.
– Czy…
– Być może nie będzie takiej
konieczności – przerwał jej. – Jednak przez jakiś czas będziesz zajmowała się
jedynie tą sprawą.
– To wszystko? – zapytała chcąc jak
najszybciej rozłączyć się i wyżyć na czymkolwiek, albo po prostu wsiąść w
samolot i polecieć do Włoch. Bo niby, czemu miałaby tego nie zrobić?
– Jest też sprawa Gorana – kontynuował.
– Franco ma z nim pewne trudności. Na pewno orientujesz się w sytuacji.
– Tak.
– Będzie to jedyna sprawa, jaka ciebie
w tej chwili dotyczy, oprócz opieki nad moją wnuczką – oznajmił, a ona
zamrugała powiekami.
Goran,
Franco, Włochy… Luca.
– Kiedy? – zapytała.
– Musisz czekać na wiadomość od Franco.
Gdy cię powiadomi, spotkasz się z nim, a on da ci dalsze instrukcje –
powiedział, a ona pomyślała, że znowu nadszedł czas oczekiwania i nie miała
nawet pojęcia jak długo to tym razem potrwa.
– Zrozumiałam – potwierdziła.
– Nie będziesz miała z Rain żadnych
problemów. To bardzo spokojna dziewczyna. Całe dnie spędza w domu. Nigdzie nie
wyjeżdża ani nawet nie wychodzi. Gdyby zaistniała taka konieczność to zawrzesz
z nią znajomość, będziesz kręciła się gdzieś obok.
– Mam się z nią zaprzyjaźnić? –
zapytała chłodnym, bezbarwnym głosem.
– To nie musi być na poważnie. Miałaś
już podobne zlecenia, wiesz, na czym to polega. Ona musi mieć ochronę, o której
nie będzie wiedziała. Ale prawdopodobnie nie będzie takiej konieczności. Na
razie musisz trzymać się z daleka od niej. Wszystko będzie kontrolował Franco.
Gdy do ciebie zadzwoni, sprawa będzie dotyczyła Gorana albo Rain. Zrobisz, co
powie. Teraz polecisz do Nowego Yorku i będziesz czekała na wiadomość od
Franco.
– Rozumiem. Czekam na telefon Franco –
oświadczyła, a Diego uśmiechnął się pod nosem.
Była doskonałym najemnikiem. Takim,
który nie interesuje się, po co i dlaczego, a jedyne pytania, jakie zadaje,
dotyczą sedna sprawy. Minimalnie oraz konkretnie.
– Moja wnuczka jest bardzo wrażliwą
dziewczyną, zamkniętą w sobie. Myślę, że to nie potrwa długo – usłyszała i
westchnęła.
– Czy to wszystko? – Miała ochotę już
skończyć tą rozmowę. Nie chciała dłużej słuchać jego opowieści o Rain.
– Właściwie jest jeszcze coś. Moja
wnuczka za dwa miesiące przyleci do mnie do Włoch. Jeżeli do tego czasu nic się
nie wyjaśni ty również musisz tu być – powiedział zanim się rozłączył.
– Będę na pewno – szepnęła.
W tamtej chwili jedyne, czego pragnęła,
to zabić tą dziewczynę. Gdy wszystko zaczęło przybierać dobry obrót i mogła
wreszcie pojechać do Włoch, aby być bliżej chłopaka, w którym się zakochała,
nagle pojawia się jakaś Rain. Riley była rozgoryczona. Nie mogła dać po sobie
poznać, jak bardzo jest wściekła podczas rozmowy z Diego. I chociaż w tym
momencie było jej wszystko jedno i nie wahałaby się nawet sprzeciwić im, aby
tylko dostać się do chłopaka, to przecież Luca był w jakimś stopniu jednym z
nich. Nie miał pojęcia o tym, kim tak naprawdę jest jego dziadek i ojciec. Ale
byli rodziną, nie mogła ryzykować aż tak bardzo. W końcu chodziło o chłopaka.
Również cała ta cholerna Rain była jego kuzynką. W tym wypadku musiała zrobić
to, co jej kazali. Przecież tak naprawdę była najemnikiem, całe jej życie, to
oczekiwanie na kolejne zlecenia. Teraz też musiała czekać. W tym momencie
jednak miała cel i powód, żeby to robić.
Wybiegła z domu i jak burza wpadła do
garażu. Wkrótce było słychać uruchamiany silnik, a po chwili wyjeżdżała już na
drogę. Musiała na czymś rozładować emocje. Zagłuszyć w sobie ten zawód i żal. A
wszystko przez dziewczynę, którą będzie musiała pilnować. Dziewczynę, której życie będzie teraz
chroniła. Wszystkiemu była winna Rain.
Siedziała na schodach jakiejś starej,
obdrapanej kamienicy. Nocne, chłodne powietrze oraz wiatr sprawiły, iż
pomyślała, że nie bez powodu Chicago nazywają wietrznym miastem. I choć lubiła
różne skrajności pogodowe, to w tym momencie była na tyle zagubiona, że
stanowiło to ostatnią rzecz, którą zawracałaby sobie głowę. Ulicą przejechał
policyjny radiowóz, a ona była coraz bardziej zdezorientowana. W jej głowie aż
huczało od wielu pytań, których nawet nie potrafiłaby zadać. Wiedziała
wszystko, a jednocześnie nie wiedziała niczego. Znów powiał wiatr, strącając ze
stojącego obok kosza pokrywę, która poturlała się chodnikiem, robiąc przy tym
okropny hałas. Po drugiej stronie zobaczyła idącą prostytutkę, ubraną w
wyzywającą, lateksową mini i stanik. Częściowo rozmazany, wulgarny makijaż
sprawiał, że wyglądała groteskowo i odpychająco.
– Na co patrzysz szmato?! – wrzasnęła
kobieta, gdy zorientowała się, że jej się przygląda. – Poobijać ci tę śliczną
buźkę?
Dziewczyna przestraszyła się i
odwróciła twarz w drugą stronę. Usłyszała głośny, nieprzyjemny śmiech dziwki.
Wpatrywała się w szare schody, na których siedziała, nie chcąc już na nią spoglądać. Podniosła wzrok dopiero
wtedy, gdy dźwięk obcasów zniknął gdzieś w oddali.
W tamtej chwili powinna poczuć ulgę,
jednak jedyne, co poczuła, to jeszcze większy chaos. Prawda była taka, że nie
miała pojęcia, co ją tu przywiodło i dlaczego tu jest. Nawet dobrze nie
pamiętała jak z Nowego Jorku dotarła do Chicago oraz dlaczego przyszła akurat w
to miejsce. W głowie miała kompletny zamęt, który nie pozwalał jej się skupić i
zebrać myśli w jedną logiczną całość. Pytania, wątpliwości, rozdrażnienie oraz
jakiś dziwny do opisania niepokój. Coraz gwałtowniejszy. Kumulowały się z każdą
chwilą. A gdzieś tam jakieś niejasne przeczucie. Przeświadczenie, że za moment
stanie się coś bardzo ważnego. Coś, co całkowicie odmieni jej dotychczasowe
życie. Powiał silny wiatr, unosząc do góry jakieś stare gazety, które fruwając w
powietrzu, tańczyły jakiś chaotyczny taniec. Dziewczyna otuliła się cieplej
bluzą, aczkolwiek niewiele to pomogło, bo nadal było jej zimno.
Gdy tak siedziała, zasłuchana w odgłosy
nocy, usłyszała gdzieś obok gwałtowny pisk opon..i już wiedziała, była pewna,
że to jest właśnie to, co przywiodło ją tu tej nocy. Powoli obracała głowę w
stronę nadjeżdżającego z zawrotną szybkością auta, które w pewnym momencie
uderzyło w coś z całej siły.
(Do wykonania okładki użyto zdjęć bez praw autorskich)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz